x-pression blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

.

35 komentarzy

po co, kurwa, po co znow probuje, jak wiem, wiem dobrze tak ze nie potrafie? goracy oddech, a serce zimne tak.

lza za lza. za chwile ktore mogly byc. zabilam je swoim strachem. kolejny chwiejny krok do przodu, by po chwili uciec.

uczucia moje jak noze. pieszcza wyuzdanym cieciem, by po chwili zabryzgac jego czulosc krwia.

noc, chlod i pustka. boli. tak, mnie tez.

.

18 komentarzy

wlasnie myslalam o cieple jego ust na mojej szyi, gdy nagle jak kop w twarz uderzyla mnie mysl – jestem przerazona.
mimochodem przejrzalam sie w oknie wystawy. wsciekly roz na wlosach wydal sie nagle niestosowny.
tak. boje sie jego. boje sie siebie.
bliskosc. umysl nagi pelen wstydu. siebie pokazuje, a tyle brudu przeciez. zakurzone emocje wywlekam z siebie, rozgrzebuje. jego oczy nade mna.
chcialabym nie znac slow. nie mowic, nie otwierac sie, a metafory tworzyc cialem.
boje sie.
pokazac siebie. bo tyle we mnie zla.
wielkich slow o jutrze, bo przeciez nie umiem, nie chce nawet chyba. lubie byc tylko moja. i nawet dzis ledwo dzieje sie. jutro tak daleko.
nie chce swojej twarzy stracic znow. nie oddam wiec.

blogi wrzask. cialo wygiete w tysiac malych smierci, narkotyczny dreszcz. cieplo ich dloni przytulam do piersi. bol odurzony pieszczota kodeiny. blogi wrzask w oczekiwaniu na sen.

obraz. jej noga, ladna, jak ona. miekka skora okraszona kilkoma machnieciami skalpelem. przyspieszony krzyk mojego serca. rece mi zadrzaly. usta wymalowane niespokojnym oddechem nie wydobyly z siebie zadnego slowa. tylko zakochane milczenie.
ukradkiem.

.

8 komentarzy

bol. nie ten wybrany, ale bol co spac nie daje. prawa piers nieudolna.
zabic go probuje. dusze go – wciaz zyje, tylko odciski palcow rozszalalych na mojej szyi.
czaszke jego rostrzaskuje – on wciaz silny, a na mojej glowie krwiak.
godze go w same jego serce – nic. coraz wiecej tylko kropek czerwonych obok sutka.
zestrupiala kobiecosc, bezsilna tak.
i mezczyzna ten, znow. ten, co tamtego wrzesniowego dnia. palce jego na mojej skorze. mialam juz nigdy nie zobaczyc go, a znow mu sie oddac musze. ostrzem cieniutkim piesci stwardnialy bol.
wojna w kobiecie.

znow. a moze nie znow, bo przeciez tak inaczej. mala burza w glowie.
slowo kazde na milion rozdzieram. slodkiej krwi w nich szukam co usta miekkie czerwienia smiala ubarwi. kap kap.
usmiech tak niespodziewany.
emocje tylko przeklete, oddaja sie zbyt latwo. znow sie wije w brudzie slabosci, otwarta przed nim tak.

maske zalozyc. zeby nie widzial.

.

2 komentarzy

kurwa. nawet nie ta z klasa, wyrafinowana. nie. zwykla tania dziwka.
rozwiera szeroko swoj umysl. brud. lepka kobiecosc, tak daleka od perfekcji. smrod bolu, jej przekletych emocji ktorymi teraz oblepia serdecznosc jego. intymnosc bezwolnie rozdaje. emocjonalna kurtyzana.

juz tylko pocalunki miasta na jej ustach rozpalonych. tak, to chyba milosc. jedyna, ktora wciaz zyje. bo kazdej innej smierc.

przytula palce skostniale do filizanki herbaty za funt dwadziescia. miala byc randka z toporem, ale zbyt martwe mysli na kolejne usta na jej sercu. szal bezruchu.
za oknem oni, meskosc rozszalala. jej twarz gwalca spojrzeniami przez szybe. mysla ze to usmiech, ten bolesny skurcz miesni co kaciki jej ust rozciaga. i te oczy. te oczy przeklete, o ktorych wszyscy, oczy w ktorych widza blask taki, a to przeciez lza upadku.

noc. lezy bezsilnie na boku, zapach brudu wdycha. smierc za smiercia. odlicza sekundy do snu. skron na chusteczce ulozyla, bo poduszka juz plamy lez conocnych nosi. zasnie. nie zbudz jej nigdy.

znow krzyk w podbrzuszu. slow tyle jego. dlaczego do niej? rzuca na nia wszystkie te slowa o zyciu, a wie przeciez ze w niej smierc. a on drapie i drapie, kazdym slowem o tym cudzie rozdrapuje jej koszmar. i wie, widzi te krew miedzy nogami jej, a potokiem slow dalej zabija. dlaczego on jej to mowi…?

milosci. nie do zarzygania szczesliwej i przytulnej. milosci z oczu lichtensteina. dramatem serca rozrywajacej. kocham cie, ale musze odejsc. czarno-bialy film w pocalunkach ich.

chcialbym, powiedzial. chcialabym, odrzekla ona. nie padlo nigdy wiecej slow. niekonieczne tak, przeciez ich usta wiedza juz.
przystanek. ona uda ze nie widzi, lokciami o barierke podparta. pewnosc siebie wymaluje na twarzy przerazonej. on wbije spragnione palce w jej biodro lewe. przyciagnie. miekkie kolana jej. da mu swoj oddech rozpalony. on bedzie bral, cala swoja meskoscia wchlonie jej kobiecosc. wargi roztrzesione.
bedzie go kochac w malignie rozkosznej. narkotyczny sen zapachu jego. potem stana w progu, a jej rumiany policzek wypali lza. on tylko powie: musze odejsc.

.

20 komentarzy

umarlam

przytulam sie do deszczu. wrazen mi trzeba, ironio. wrazen innych niz kop w twarz. wilgotne wargi. tusz splywa po policzku, juz nie wiem czy to deszcz czy lzy moje. wycienczenie.

skostniale palce, w kubek goracy sie wbijaja. brud i zapach cynamonu. parzy, parzy w rece, piersi, brzuch, nawet do plecow przez puste cialo ogien dotarl. czuje. prawie jak smierc.

krok za krokiem, niezaradne. stopy w kobiecosc ubrane, stuk i stuk. chwiejnie mrugam rzesami, powieki ciezkie od czerni wymalowanej.
tancze.
i wiem ze patrza sie. nie ma nic, tylko ja. biodrami ruszam smialo, wzrok twoj na posladkach mych. i nic ze pankrok, kolysze sie zmyslowo, w rytm twojego spojrzenia wtapiam sie. dla ciebie. potem udam ze nie widzialam cie.

umieram.
trace sie znow w tych ramionach, slaba. milosc cial. a moje serce krzyczec zaczyna. nie tylko o dotyk ten lubiezny. nie. o cien pod jego warga w polmroku. zaglebienie w jego szyi, w ktore nos wtapiam. o oczy we mnie wpatrzone, ktorych koloru wciaz nie znam. o wlosy, jakby za miekkie, jakby za cienkie, a ukochane. o niego.
umre znow. a nie cofne sie.
uwielbienie.

sny. moje o tobie, twoje o mnie.
moje miasto sni. moje miasto, jak ja. szare ulice, tylko policzki sklepow rozowe. wyobraznia mlodych serc ubarwione.

chcialabym byc moimi zdjeciami. fragmenty ulubione. usmiech krzyk kobiecosc krew nagosc namietnosc rozkosz. bez lez i mysli niepotrzebnych. bez ciosu za ciosem.

boli. tak, boli. bardziej niz krew. brud gniecie moja twarz, rozrywa, zabija.
zycie.

milosc cial. najprawdziwsza, moja.
dotyki co o siebie krzycza w noce niespokojne. kochania spragnione.

znamy sie bardzo tak.

skory w siebie wtopione, krople potu zlewaja sie w jedno. pasja cial. bezwstydnie rozszarpujemy sie. calych siebie oddajemy. krzyk. nie ten co codzien, wyuzdany bardziej dzis. jego krzyk we mnie, przeszywa mnie soba do utraty tchu. moj on.
miesnie przygniataja moja watla kobiecosc. zakochana. nie ta miloscia, w ktora wierzysz. milosc ciala, ktore szepcze o niego gdy daleko.
idealny taniec dotykow. oddechy co jednym staly sie.

nie ma juz slow, sa ciala zakochane.
ciala co teraz na przemian w sufit i w siebie, oniemiale. postkoitalna rozkosz. uwielbiam kiedy tak lezymy, juz po, minute kazda rozpieszczamy swoja bliskoscia. moje usta wtulone w jego ramie. jego dlon zakochana moje palce caluje.
oczy jego, odbijam sie w nich, dzis piekna tak. bo one idealne. kocha mnie nimi po twarzy, ustach, szyi.
ramiona ukochane, silne, a tak delikatnie mnie do siebie przyciagaja. wtulam sie w niebo jego tatuazy. bezpieczne tak. zapach jego piekna.

znamy sie bardzo tak. a nie znamy wcale.

widze go w czerni i bieli. moze dlatego ze nierealny tak, wydumanym filmem byc sie zdaje. boska perfekcja.
i nie wiem juz, czy bezwstydnie snie, naiwna, czy naprawde on soba karmi mnie.

tyle mysli o nim w glowie. nie wypowiem zadnej z nich. i tak wyczyta w pocalunku mym.

serce

11 komentarzy

znow serce maczam w zmyslow grze.
samotnosc naszych cial, umyslow nie mniej. krzycza o dotyk, ten inny, duchem przesiakniety. o bliskosci mowia, palce spragnione.

znow sie przywiazuje, do kogos, lub do uczucia moze tylko. mysli przyklejaja sie do slow o oddechu. slaboscia swoja wtapiam sie w niego.
minie za chwile, wiem. kilka sekund skradne tylko. absurdalny nieczas.

a jutro znow resztki rozsadku wplote w mojego kochanka, w ulice brudne. jutro zniknie oddech rozmarzony. bede tylko ja.
i londynskie powietrze.
kocham. jedyna trwalosc mnie. jedyna milosc, ktora sie udaje.

uwielbiam wracac, wyteskniona. wtulac sie w przestrzen tego miasta. calkiem inaczej niz wtedy.
pamietam ten lek, kiedys, za kazdym razem gdy wracalam. wtedy jeszcze on. zawsze wychodzil po mnie, czekal. moje roztrzesione kroki na schodkach autobusu. serca wrzask. strach. bo nigdy nie wiedzialam co mnie przywita w jego oczach. bloga milosc czy zimna obcosc. najczesciej wygrywal lod.

przyjazn, ktorej nie ma. i my, niewidzialnosc. mijamy sie w ciasnej przestrzeni. inaczej. nie taka znalam.

zycie. tyle o nim mowisz, a zyc nie probujesz.

sygnal co przeklecie w slabe uszy sie wbijal. ciekawe czy uratowal resztki jej oddechu.

chcialabym dluzej niz na chwile. przytulic sie.

rekawiczki.

1 komentarz

wilgotne powietrze. strach. bo wiem ze sie stanie cos. od rana przeklety niepokoj.

wieczor. on hamuje. ja mysle, zrobi mi cos, zwariowalam juz, przeciez to ojciec moj.
egoistyczna paranoja.

krzyk.

milion szklanych smierci na wystraszonej szybie. rozszarpane przez dlonie, by dostac sie do zycia. strach.
czerwone rekawiczki. wtulam skostniale palce w ciepla wilgoc. w czerwien jej marzen, jej mysli, ktore umykaja przez dziure w potylicy. w jej zycie wtulam. oddech przerazony.

a ona nawet nie wie. nieskladne strzepki slow powtarza polprzytomnie. otula nimi resztki siebie.

a ja znow przez pryzmat oczu mych…


  • RSS