x-pression blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

.

39 komentarzy

zycie z dramatow posklejane. smierc za smiercia. twarz lzami maluje, w rozpacz sie ubieram. chcialabym..
naga byc, prosta tak jak przy tobie gdy cieplem swojej nagosci otulasz mnie. skora czysta, w milosc tylko ubrana.
nie lubie wstawac. wiatr wrzeszczy w moja twarz, szarpie placz na policzku zakochanym. ludzie oczy wsciekle wbijaja w moja samotnosc. mury miasta brudnego gniota wytesknione usta.
tak, wole po prostu lezec z toba. wdychac zapach twoich tatuazy, gryzc usmiech twoj bez konca.
chocby ostatni raz.

snie o moich mezczyznach. tych ktorych mialam, ktorych wciaz mam i ktorych wiem ze posiade. o rozkoszy i milosci. lubie sny o ich dotyku, lubie budzic sie z cieniem dreszczu na szyi zmarznietej.
 
a dzis snila mi sie smierc. krew na jego twarzy, strach rozdzierajacy i jedno slowo – „kochanie”. moje kochanie ostatnim oddechem rozpalone, jego dlon na pozegnanie. pocalunki ostatnie i zasypiajacy puls rozwrzeszczany.
obudzilo mnie cieplo lez na policzkach. wciaz byl obok. usta ukochane na mojej szyi, jego uspione dlonie na biodrze mym przerazonym. otulilam go jeszcze mocniej, za oddech jego nader zywy. to przeciez tylko sen. wtedy zrozumialam – kocham. kocham go i juz sie nie boje.
 
choc wiem ze umre w ramionach jego niedostepnych.

blizna

22 komentarzy

ostrze zaufania z milczacym zapamietaniem wpilo sie w moja grzeszna skore. piersi zakwitly przerazeniem. moje nigdy o twarzy milosci.
lubilam sie w niego ubierac. co rano zapach jego psychozy na siebie zakladac, wtulac sie w cien jego zaburzen na rozwidleniu ud mych niecierpliwych.
kochalismy sie z cierpienia. rozpacza ciala roztrzesione, drgajace samotnosci wrzaskiem. biodra splecione w bolesnych konwulsjach niekochania.
oddalam sie zagladzie, wyuzdanej. wargi nieufne wypieszczone pocalunkami bolu. rozszarpane.
dlonie pulsujace nienawiscia, zwijam swa rozpacz w piesci. szmer wrzasku nad kolejnym koncem, kolejna smiercia.

z bolu sie rodze setny raz. otrzepuje piersi z jego krzyku, z milosci toksycznej wycieram twarz. maluje zagadkowy usmiech i wgryzam sie w kolejny grzech.
badam zapach nowej skory. nie znajac sie, rozmawiamy cialem. ucze sie ksztaltu jego ust, otwieram sie w delikatnym mruczeniu do jego ucha. zdecydowane dlonie na wypuklosci posladkow mych poznaje.
juz mam ulubione miejsce na mapie jego ciala, to ono mi go dalo. wtulam w nie rozpalony policzek, wdycham zapach wytatuowanej skory. w krzyk serca nieznanego sie wsluchuje.

boimy sie siebie nawzajem. intymny sen dwojga obcych sobie ludzi.

.

9 komentarzy

zajeta jestem uwazaniem. slowa moje przeciwko mnie, milosc nieidealna. otwieram roztrzesione lekiem straty oczy i czynnie uwazam.
slowa ograniczaja mnie. zlosliwosc wyrazow, nieumiejetnie przyklejonych do kochajacych ust. mowisz ze zle. a ja przeciez kocham najlepiej.

zajeta jestem czekaniem. sekundy odliczam od slow do slow. nieciepliwie mierze odstepy miedzy usmiechami twoimi, blogoscia skory twej, i czekam, czekam na zycie. na ciebie wiec.

prawa dlon marzeniami rozpalona. tetno niespokojne, rysowac by chcialo. gdybym tylko wiedziala jak, jak piescic przestrzen plotna burza barw, malowalabym cie bez konca. malowalabym kacik ust, prawy, milosci wcielenie. moje ulubione miejsce ciebie.
zapach miekki twoj. kilkucentymetrowy zarys ciebie, cieplo serca w tym malym skrawku twarzy. wtapiam sie niesmialo ustami w ten stanowczy kres twoich warg.
tak moglabym zyc, przytulona do kacika ust. zmyslowy obraz ciebie.

oddech daj.

.

4 komentarzy

ostatnia proba zycia.
umarlam.

.

9 komentarzy

on mnie potrafi.
moge wyrywac sie swoim skomplikowaniem, tluc piesciami brudnych paranoi, wykrzykiwac metafory licznych upadkow. moglabym bez konca. a on po prostu mnie umie.
zna przez cieply spokoj i zimna furie. zna chaos moich slow niedopasowanych i senny rytm milczenia. wie.
Image Hosted by ImageShack.us
kocham calkiem banalnie. powtarzalnosc slow naszych o milosci. ale to nie one brzmia najbardziej. dzwiek naszych cial rozpalonych, spiew tesknoty i krzyk pragnienia. o bliskosci nieme wiersze. na zawsze juz.

moja pustka pachnie cukrem. piesci mnie chlodem zelaznego krzesla w kawiarni literackiej. stoliki pelne ksiazek, milion kartek przesiaknietych wonia kawy. wszystkie oczy i tak wbite w przestrzen. bo nie po slowa tu przychodzimy, ale by mysli otulic samotnoscia. wieje wiatr, zaglusza wrzask ciszy. nie czekolada, nie miekka pianka na brzegu filizanki, nawet nie szczypta cynamonu, ktorego nie znosisz. nie. to zapach cukru delikatnie piesci ten moment. ulotna won, ktorej nawet nie dojrzysz. niewidzialnej slodyczy aromat.

tak dla mnie pachniesz.

.

21 komentarzy

chcialabym cie nauczyc siebie.
historii slodkich paranoi. lat wewnetrznych wojen, zwyciestw i klesk brudnego umyslu. opowiedziec dzieje kazdej blizny na sercu.
matematyki wspomnien. nieskonczone smierci i geometria ciala. wykresy chorych mysli rozrysowac, mnozyc bez konca.
literatury ust mych. metafory niepojete, chaos duszy posklejany w slowa. absurdalne. strona za strona.
biologii slabej kobiecosci mej. hormonalnego obrzydzenia i narodzin kazdej lzy. skory miekkiej co krzyczy o poranku.
metafizyki.

chcialabym bys mnie umial.

tratata

12 komentarzy

slow milion, a nie ma przeciez ich. bo to z ciszy jestesmy.
jak dobrze budzic sie. jego dlonie na mnie, przy mnie, we mnie. brutalna czulosc.
dzis czysta karta. moglabym zapomniec kazde wczoraj, zostawic cala burze swa. bo przeciez teraz tylko on.
za plecami milosci tyle. ty ty i ty. znaczysz swiat, mowilam. nie zapomne, tez. klamalam. moglo by was nie byc wcale. to on pierwszy jest.
nie umiem, myslalam. nie umialam was. nie-mezczyzn, desperacji tej, lez i zazdrosci. teraz wreszcie to.
perfekcyjny chaos.
wybuchl na sofie i na fotelu. w kaluzy na zakrecie, w swietle latarki. przez przepascie i doliny, podrapany dzikoscia roz.
uwielbiam byc twoja. jestem. takie proste to.
wtulac sie w twoja bluze, zapachem swoim ja rozpieszczac. chodzic nago po twoim mieszkaniu, klamac ze dawno wstalam. mowic „tratata”.

nienawidze wczoraj. jego nienawidze, za bol ktory mi dal. za podrapana paranoje. mialam wolna byc juz. od dnia, gdy odwrocilam sie na piecie, i zrzucilam go z siebie. jednak nie. przegladam sie w ukochanych oczach. otwarta tak. sam brud. paranoidalna rozkosz. strach.

a on go ukochuje.

.

22 komentarzy

smakuje spokoj, by sie przekonac jak bardzo lubie zamet.
ich twarze, wbijajace slowa w moja glowe. ze zatrzymac sie juz czas. bo juz pora. a przeciez gdy tylko na chwile przystaje, uciekac jeszcze bardziej chce. czerwien serc zdeptanych za plecami.
jeszcze nie. jeszcze dluga droga.

brzydze sie. te oczy potulne, blagajace o sekunde mnie. na kiwniecie palcem. ulegla desperacja w kazdym pelnym nadziei spojrzeniu. jak pies. moglabym rzygac kazdym pocalunkiem.

a to ja mialam byc bonnie. moje usta slaboscia roztrzesione mialy byc.

przedwczesna zima uczuc. niedorzecznie.

patrze na nasze ostatnie „wspolne” zdjecie. przypadkowe tak, nawet nie wiesz ze istnieje. miedzy nami tyle ludzi. przyjazn rozszarpana. nieistotna. moglbys chociaz sklamac.

noc nad londynem.
wsciekly wiatr drapie moje usta. prawie tak jak jego bliskosc. zatapiam sie w siedzeniu jego jaguara, rozpieszczam slowo kazde pomnozone przez usmiech.
moj swiety moment nad tamiza. nie wiem juz co zachwyt wiekszy wzbudza, to miasto najpiekniejsze, czy on, ten on, bo przeciez juz wiem ze to moje jutro. dlonie silne co sie we mnie wbija przed oczu tysiacami.

moglabym do niego sie modlic z uwielbienia.

moj pan.

.

15 komentarzy

smakuje go do snu. krople tesknoty zagryzam kesem pragnienia. glod jego ramion rozpieszczam w te noce niespokojne. miekka slodycz zmyslow.
moje male zakochanie.

strach nieistnienia.

meskosci mi brak. tej, ktora juz chyba smiercia okraszona. brudnej brutalnosci, chamstwa i sily.
niepewnosci mojej. czy dotknie mnie swoim silnym, karmiacym fetysz zyl ramieniem. czy kacik ust zadrga na nietykalnej twarzy. czy moj oddech wyrwie z warg roztrzesionych.
zimnej twarzy jego, a moja tylko slaboscia otulona.
nie chce po prostu wiedziec i miec. to moje serce ma miekkie byc.

cywilizacja wypruta z romansu. agonia mezczyzny. silnego, pozadanego mezczyzny, ktory kazdego dnia toczy wojne ze swiatem, podczas gdy my rodzimy kokieteryjne usmiechy i ladnie wygladamy. nie, nie jestem feministka.

ona i on. odwieczny teatr. jej zdesperowane lzy, jego zimna twarz. niepewnosc w rozpalonej kobiecie, jego meski chlod. i ain`t no loverboy, mowil. a przeciez kochal ja i tak.
ale oni umarli. kurtyna rzeczywistosci zabila romans.

snily mi sie rece na mojej szyi. silne meskie palce zaciskajace miekkosc zycia. usta jego polykajace ciezki oddech moj. wyuzdany.
snila mi sie moja skora, slady dloni na tatuazach odcisniete. siniaki.
wlosy wyszarpane w rozpalonym wrzasku. i slodki zapach krwi.
tak, lubie takie dlonie.
te co robia to dla siebie, nie by nakarmic moje sny.

(a moze ich nie ma)

ona. wspolna krew nasza i noce nieprzespane. juz za chwile znow jej kocie oczy i smiech przed lustrem.
to jest moj romans.


  • RSS