milosc cial. najprawdziwsza, moja.
dotyki co o siebie krzycza w noce niespokojne. kochania spragnione.

znamy sie bardzo tak.

skory w siebie wtopione, krople potu zlewaja sie w jedno. pasja cial. bezwstydnie rozszarpujemy sie. calych siebie oddajemy. krzyk. nie ten co codzien, wyuzdany bardziej dzis. jego krzyk we mnie, przeszywa mnie soba do utraty tchu. moj on.
miesnie przygniataja moja watla kobiecosc. zakochana. nie ta miloscia, w ktora wierzysz. milosc ciala, ktore szepcze o niego gdy daleko.
idealny taniec dotykow. oddechy co jednym staly sie.

nie ma juz slow, sa ciala zakochane.
ciala co teraz na przemian w sufit i w siebie, oniemiale. postkoitalna rozkosz. uwielbiam kiedy tak lezymy, juz po, minute kazda rozpieszczamy swoja bliskoscia. moje usta wtulone w jego ramie. jego dlon zakochana moje palce caluje.
oczy jego, odbijam sie w nich, dzis piekna tak. bo one idealne. kocha mnie nimi po twarzy, ustach, szyi.
ramiona ukochane, silne, a tak delikatnie mnie do siebie przyciagaja. wtulam sie w niebo jego tatuazy. bezpieczne tak. zapach jego piekna.

znamy sie bardzo tak. a nie znamy wcale.

widze go w czerni i bieli. moze dlatego ze nierealny tak, wydumanym filmem byc sie zdaje. boska perfekcja.
i nie wiem juz, czy bezwstydnie snie, naiwna, czy naprawde on soba karmi mnie.

tyle mysli o nim w glowie. nie wypowiem zadnej z nich. i tak wyczyta w pocalunku mym.