x-pression blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2006

przytulam sie do deszczu. wrazen mi trzeba, ironio. wrazen innych niz kop w twarz. wilgotne wargi. tusz splywa po policzku, juz nie wiem czy to deszcz czy lzy moje. wycienczenie.

skostniale palce, w kubek goracy sie wbijaja. brud i zapach cynamonu. parzy, parzy w rece, piersi, brzuch, nawet do plecow przez puste cialo ogien dotarl. czuje. prawie jak smierc.

krok za krokiem, niezaradne. stopy w kobiecosc ubrane, stuk i stuk. chwiejnie mrugam rzesami, powieki ciezkie od czerni wymalowanej.
tancze.
i wiem ze patrza sie. nie ma nic, tylko ja. biodrami ruszam smialo, wzrok twoj na posladkach mych. i nic ze pankrok, kolysze sie zmyslowo, w rytm twojego spojrzenia wtapiam sie. dla ciebie. potem udam ze nie widzialam cie.

umieram.
trace sie znow w tych ramionach, slaba. milosc cial. a moje serce krzyczec zaczyna. nie tylko o dotyk ten lubiezny. nie. o cien pod jego warga w polmroku. zaglebienie w jego szyi, w ktore nos wtapiam. o oczy we mnie wpatrzone, ktorych koloru wciaz nie znam. o wlosy, jakby za miekkie, jakby za cienkie, a ukochane. o niego.
umre znow. a nie cofne sie.
uwielbienie.

sny. moje o tobie, twoje o mnie.
moje miasto sni. moje miasto, jak ja. szare ulice, tylko policzki sklepow rozowe. wyobraznia mlodych serc ubarwione.

chcialabym byc moimi zdjeciami. fragmenty ulubione. usmiech krzyk kobiecosc krew nagosc namietnosc rozkosz. bez lez i mysli niepotrzebnych. bez ciosu za ciosem.

boli. tak, boli. bardziej niz krew. brud gniecie moja twarz, rozrywa, zabija.
zycie.

milosc cial. najprawdziwsza, moja.
dotyki co o siebie krzycza w noce niespokojne. kochania spragnione.

znamy sie bardzo tak.

skory w siebie wtopione, krople potu zlewaja sie w jedno. pasja cial. bezwstydnie rozszarpujemy sie. calych siebie oddajemy. krzyk. nie ten co codzien, wyuzdany bardziej dzis. jego krzyk we mnie, przeszywa mnie soba do utraty tchu. moj on.
miesnie przygniataja moja watla kobiecosc. zakochana. nie ta miloscia, w ktora wierzysz. milosc ciala, ktore szepcze o niego gdy daleko.
idealny taniec dotykow. oddechy co jednym staly sie.

nie ma juz slow, sa ciala zakochane.
ciala co teraz na przemian w sufit i w siebie, oniemiale. postkoitalna rozkosz. uwielbiam kiedy tak lezymy, juz po, minute kazda rozpieszczamy swoja bliskoscia. moje usta wtulone w jego ramie. jego dlon zakochana moje palce caluje.
oczy jego, odbijam sie w nich, dzis piekna tak. bo one idealne. kocha mnie nimi po twarzy, ustach, szyi.
ramiona ukochane, silne, a tak delikatnie mnie do siebie przyciagaja. wtulam sie w niebo jego tatuazy. bezpieczne tak. zapach jego piekna.

znamy sie bardzo tak. a nie znamy wcale.

widze go w czerni i bieli. moze dlatego ze nierealny tak, wydumanym filmem byc sie zdaje. boska perfekcja.
i nie wiem juz, czy bezwstydnie snie, naiwna, czy naprawde on soba karmi mnie.

tyle mysli o nim w glowie. nie wypowiem zadnej z nich. i tak wyczyta w pocalunku mym.


  • RSS