znow serce maczam w zmyslow grze.
samotnosc naszych cial, umyslow nie mniej. krzycza o dotyk, ten inny, duchem przesiakniety. o bliskosci mowia, palce spragnione.

znow sie przywiazuje, do kogos, lub do uczucia moze tylko. mysli przyklejaja sie do slow o oddechu. slaboscia swoja wtapiam sie w niego.
minie za chwile, wiem. kilka sekund skradne tylko. absurdalny nieczas.

a jutro znow resztki rozsadku wplote w mojego kochanka, w ulice brudne. jutro zniknie oddech rozmarzony. bede tylko ja.
i londynskie powietrze.
kocham. jedyna trwalosc mnie. jedyna milosc, ktora sie udaje.

uwielbiam wracac, wyteskniona. wtulac sie w przestrzen tego miasta. calkiem inaczej niz wtedy.
pamietam ten lek, kiedys, za kazdym razem gdy wracalam. wtedy jeszcze on. zawsze wychodzil po mnie, czekal. moje roztrzesione kroki na schodkach autobusu. serca wrzask. strach. bo nigdy nie wiedzialam co mnie przywita w jego oczach. bloga milosc czy zimna obcosc. najczesciej wygrywal lod.

przyjazn, ktorej nie ma. i my, niewidzialnosc. mijamy sie w ciasnej przestrzeni. inaczej. nie taka znalam.

zycie. tyle o nim mowisz, a zyc nie probujesz.

sygnal co przeklecie w slabe uszy sie wbijal. ciekawe czy uratowal resztki jej oddechu.

chcialabym dluzej niz na chwile. przytulic sie.