wilgotne powietrze. strach. bo wiem ze sie stanie cos. od rana przeklety niepokoj.

wieczor. on hamuje. ja mysle, zrobi mi cos, zwariowalam juz, przeciez to ojciec moj.
egoistyczna paranoja.

krzyk.

milion szklanych smierci na wystraszonej szybie. rozszarpane przez dlonie, by dostac sie do zycia. strach.
czerwone rekawiczki. wtulam skostniale palce w ciepla wilgoc. w czerwien jej marzen, jej mysli, ktore umykaja przez dziure w potylicy. w jej zycie wtulam. oddech przerazony.

a ona nawet nie wie. nieskladne strzepki slow powtarza polprzytomnie. otula nimi resztki siebie.

a ja znow przez pryzmat oczu mych…