x-pression blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2006

zycie

4 komentarzy

kolejna. ta z tych kiedy energii tyle, by zmienic, by zyc. by wreszcie do przodu. jak zwykle, w ciemnosci, kiedy pojsc nie ma jak.
a rano znow cisza ciala.
przekleta noc.
pocaluj moje zycie.

zmeczone usta, tak. gorace jednak wciaz.

zycie. myslalam ze nieporadna tak. teraz dopiero, gdy codzienny seans rozpieszczony, widze jak daleko nieudolne moje kroki mnie zabraly. nie marze o zyciu, zyje. myslisz ze martwa tak. nie. moje rece nie umarly w pierwszych chwilach zycia.

chwila agonii znow. ale wstaje powoli po raz kolejny, inna jednak, inna o uczuc wiele. rodza sie ze mna te niepoznane, innych za to smierc.

nie umiem. a moze po prostu jeszcze ne teraz. moze to dopiero czeka mnie.

chcialabym krzyczec. nie tym niemym, co rozdziera mnie. nie tym wyuzdanym gdy dotykiem skora wypalona. krzykiem prawdziwym. miasto glosne tak, a na moj wrzask nie ma miejsca. takiego halasu nie lubia. a ja marze by nocy milczacej pluca rozedrzec do nieba.

rozmowa. ja o sobie. ty o sobie. wcale nie slyszymy sie. egocentryczne monologi zabijaja sie o chwile ciszy, by ja soba wypelnic. nie lubie takiej przyjazni. takiej co nie slucha.

zycie. moj najlepszy romans.

wilgoc.

10 komentarzy

emocje zalegle. slowa ktore juz umarly. mysli o oddech walcza, coraz slabiej juz.

krew. stapiaja sie we mnie, slodka cisza i bolesny krzyk.
splywa goracem swoim po szyi, na zdarte kolana, rece po lokcie czerwienia wymalowane. moja niewinnosc. lzy nawet slonosc stracily, male tak przy smaku szkarlatnej wilgoci na ustach. szminka, pomyslal bys. a ja moim zyciem wymalowana. pulsem rozpaczliwym.

miekki sen. surrealne sekundy wrosniete w zastechla przestrzen. spowolnione mysli, ruchy ospale. miedzyrzeczywistosc. szara tak. tylko jedna mysl kolory rozpala. czekoladowe rumience.
mysli ktorych nie uslyszysz.

szalenstwo. krzycze na siebie, codzienna awantura. wsciekle paznokcie do czerwonego bolu wdrapac sie probuja, wlasne cialo zdradzily. a ja martwa przeciez, bol zasnal dawno. siebie nie zabije, pulapka mojej pasji.

szalenstwo. dramat przed lustrem. przemyk w tle, juz nawet usta milczec potrafia. oczy dzis wydzieraja sie. lza za lza, rozmyly gruba warstwe pudru, wycieram szybko i znow przyklejam gladkosc do zniszczonej twarzy. wilgotny krzyk kredka zamalowuje.
bo jestem taka jaka zrobie.
dramat na szpilkach. kroki nieudolne.

szalenstwo.

przyjazn co cieplem i wrzaskiem na chwile wdarla sie. najwazniejsza, a nieporadne chwile. zlosc za zloscia. plecami odwrocony usmiech. ramiona co nie ukochaja juz. nie wyszeptam „prosze”. tez plakalam, wiesz.

czekoladowe sny. niecierpliwosc. i ten strach, tak jak zawsze, glosniejszy jednak. kobiecy lek. lek ze nie podolam.

powiem tylko „zgubilam sie”.
innych mysli nie uslyszysz.

spektakl

14 komentarzy

cialo umarle. zgnila kobiecosc wije sie resztkami usmiechu. upadla. niezliczone dlonie co jej cialo oblepialy, brud zabrac mialy. a na tle ich bialych fartuchow ona jeszcze bardziej parszywa. bardziej chora.
mdlosciami spowita. slodka czern przed oczami. i juz nie wie czy to powietrze mdli tak, czy jej niegdys cieply zapach.
zaropiala kobiecosc.
mechaniczne ruchy. mechaniczne lzy. jedna za druga, kazda krzyczy coraz glosniej. moja prawda co dzwieku nie ma.
potluczona twarz. popekane fragmenty zdaja sie miec sens, ale calosc… nie ma mnie. znieksztalcona.
przyklejam do siebie slodycz. brudne cialo oklejone coraz bardziej miekkim rozem, roztanczonymi koronkami, blaskiem diamencikow, zapachem pudru. skrupulatnie dopieszczam kazdy centymetr. i tylko pod powiekami cieniem otulonymi, pod juz tyko metna zielenia, ja zgnila tak. spojrz naprawde, a zobaczysz ten krzyk.
nikt jednak nie patrzy. swoje twarze tylko widza.
wiec dalej usmiech maluje. bo wola rozowy teatr niz brudna prawde.


  • RSS