x-pression blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2005

mysli moje. zaplatane teraz. nowe rzeczy w glowie. nawet ciekawosc czy w oslo slonce dzis. bo w londynie swieci cala moca. cieplo tak.
choc jednoczesnie czegos malo. bo to niewazne jak dobrze, ile razy dziennie usmiech, bo gdy nie masz kogos kto twoja reke w swoja wezmie gdy z bolem wypluwasz z siebie jedzenie, kto pocaluje w rozpalone czterdziestoma stopniami czolo… to niewiele masz. a to co masz takie male zdaje sie.
bzdury moje. na przyklad. zawartosc torebki mojej- portfel, klucze, tampony dwa, discman diamentowy, plyt kilka, dzis terror darkest hour i polskie mp3, moje kochanie – telefon rozowy, zebrzaste okulary, igly do klucia cztery, tabletki co plodnosc zabijaja, travelka tak zwana, krem na tatuaz, gumy dwuznaczne, ramka ze zdjeciem bastarda i pieszczochy zwanej mass-kota tez, szklana kula marzen, lusterko panterkowe, zeszyt wlochaty, telefon drugi a w nim nieprzeczytany sms, plyt ze zdjeciami piec, vouchery znizkowe, kolczykow dwadziescia dziewiec, tuneli kilka, igla z nitka, dlugopis ukradziony, luzne pieniazki, wzory nowego tatuazu, no logo co sie wolno czyta, majtki awaryjne, papierkow waznych milion, pieszczocha reczna, malowidla i plasterki z krolewna sniezka.
ciezkie to zycie.

different

1 komentarz

nawet sie pisac nie chce. bo najpiekniejsze slowa rodzi bol…

heartcore

Brak komentarzy

inaczej dzis. bo cos umarlo we mnie, czegos juz nie ma. lzej. i kiedy mam powiedziec „to ja”, jakos latwiej juz. juz wiem wiecej.
latwiej wstac. latwiej byc. latwiej nawet upasc.
i mysle, o co ta walka byla, o co lzy i strach, o co slowa wykrzyczane i rece roztrzesione…? sama sobie? moze nie, moze i bylo zle. ale wystarczy usmiech, chociazby w myslach, i wszystko inny wymiar ma.

t. sie pojawil znow… i choc byl codziennie, w filmie ogladanym razem, pod ta sama koldra czesto, w obiedzie ktory mi gotowal, to jednak teraz inaczej. trzymal mnie wciaz przy sobie, ale teraz znow wyciagnal zdecydowana dlon by wziac mnie do jego serca. nie podalam mojej. najspokojniejsze w swiecie nie. nie dla klamstwa, nie dla zdrady, nie dla jego milosci. milosci zaklamanej, w ktora on tak wierzy. juz nie

juz nie ogladac sie za siebie. bo wszystko nie tak bylo, i po co myslec wciaz, skoro jest teraz i teraz jest dobre. dobre juz.

ten zza morza… zbyt wrazliwe mysli wtedy, wystraszone serce przytulilo sie na chwile. nie bylam wtedy niezniszczalna juz a on wcale nie chcial mnie zlamac. nawet tego nie zrobil. chcialam

byc zlamana. dopiero teraz poczulam co to oznacza. dopiero teraz ktos kto wstrzasnal do samego korzenia serca, zmienil wszystko soba. choc nawet nie wiem w jakim wymiarze on jest we mnie. ale jest. my hero.

cuz every girl needs a hero…

zabral mnie do nieba. bliski on. daleki a bliski. my hero.
wyniosl ponad granice bolu, bolu ktorego nie bylo, czy po prostu nie istnial, czy szczescie go zabilo…
balam sie, nie to zrobic, ale ze sie nie uda, bo ja pragnelam, czulam cos czego slowa nie rozumieja. udalo.
nadudalo. bo piekniej niz mysli sie spodziewaly, bo latwiej, niz strach podejrzewal.
dotknelam nieba, palcami, oddechem. bujalam sie w miekkiej przestrzeni, jak wtedy, kiedy kitki dwie i kolana zdarte. dziecinstwem to nazywaja.
on, jego radosc i empatia, bo to wszystko razem, choc on fizycznie na dole. wspolne uczucia. hustawka. jego rece i oczy na placu zabaw.
numbing the pain w uszach przez chwile… jaki bol? bol nie istnial tej nocy. nocy najpiekniejszej w zyciu. nocy, ktorej wszystko mozliwe. nie bylo zasad, granic, powinnosci. byla prawda. po raz pierwszy. moja prawda.
i nie chcialam zejsc juz nigdy.

ciemnosc przetanczona. najpierw nudne rozmowy o kotach i babciach, szybka ewakuacja. gay club pozniej. flirt in the escape. i tylko ten usmiech, i tanczymy, z nim i z nim. dzis jestesmy lesbijkami, bo tak latwiej, bo nie ma oporu miedzy nami a nimi. ola mowi pieknie tanczysz, on niesmialy, ale wywija coraz bardziej z chlopakiem swoim. tancza dla nas, potem ona z nim a ja z drugim. ciala. ust tysiac. oh gimme a kiss baby, you`re gorgeous! so is everyone tonight…
wracamy zmeczone, przystanek. hiszpani jacys, idziemy z nimi. jeszcze tylko w gebe daje temu natretowi co wulgarny, i ruszamy z nieznajomymi. nie ufam, mysle ze pokoj chca na igraszki, a przeciez weszlismy na party. prywatka to czy co, nie to nielegalny klub. salsa w hiszpanskiej ambasadzie. biodra tancza nieprzerwanie, choc swiezo przeklute, chyba je podkrecily te kolczyki. but kochanie, that`s some crap music, mowi on, wtracajac łamana, ale slodka polszczyzne. no sweetie, i wanna feel that hot rythms along with your body, wanna dance all night long. cum here baby. nie wypuscil mnie z ramion juz. ola chciala z tym mniejszym, a on mowi i like your friend more, ale i tak sie bawi, mezczyzni walcza o taniec z nia.
i tak dobrze nam, tanczymy, smiejemy sie i jakos tak naturalnie jest.
brak sily juz. let`s call it a night.
noc latwiejsza dzis, wracamy juz naprawde i jakos tak inaczej niz wtedy, inna dzisiaj ja, moze sie oszukuje ale tak po prostu lepiej, choc byl znow nieprzemyslany sms ktorego zaluje, ale coz, na bledach winnam sie uczyc. moze wkrotce sie naucze.
on chyba nie chcial mnie zlamac. on, zza morza.

1 komentarz

boli. dziwnie. gdzie jest moj on? malowany. wymyslony.
zmodyfikowana ja. gwiazda. igla za igla, kropla za kropla. przykrywam to co zle. silną gram, niezniszczalną.
moze jutro bede naprawde?
leniwe mysli.
kradne literke ą skads, bo nie chce mi sie instalowac czcionki polskiej.
mejla tamtego wysylam sobie od nowa, by nie musiec przewijac strony gdy chce otworzyc po raz setny. minimalizacja czasu aktywnie zagospodarowanego zostawia wiecej czasu na mysli.
mysli.
dziwne dzis.
jak dlugo mozna tak wisiec?
usmiechne sie jutro. do ciebie moze.

dzis troche lepiej.
wczoraj byl wstyd. potem ktos powiedzial, ze przeciez slowo przepraszam jest niekonieczne. ten co mnie zlamal, zza morza. do tych slow teraz sie przytulam. od tych zlych sie odsuwam.
koloruje swoje cialo. kluje swoje cialo. bawie sie. cialem. ty je czcij, gdy pozwole dotknac.
i choc wciaz, jak one, jestem bohaterka kiepskiego serialu, ide do przodu.
on. mowi „wroc”. mowi „kocham”. tylko ty, powiedzial. takie slowa malowane. wole czarno-biala prawde.
chce zrezygnowac ze swojej roli, ale on nie pozwala, zatrzymuje.
chce od nowa.
kochac chce. inaczej niz wtedy.
soba byc.
(tamta noc nie istniala)


  • RSS