x-pression blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2005

tancz tancz wbijaj cialo w rytm oddechu. usmiech smiech zrozumienie. zmuszam sie najpierw bo wcale nie chce, ale po chwili juz wywijam cala soba. upojona rzeczywistoscia, choc twierdzisz ze dragi musza byc. bo narkotyki sa dla slabych oi!
sebastian pilnuje, nie spuszcza z oka. dobrze miec. bo wciaz ktos cieniem staje sie. (drunken monkey. do you french? jimmie jimmie).. mniej ludzi niz wtedy, ledwie sala jedna. wiekszosc z kraju w ktorym sie zaby jada. i europa wschodnia. „kolczyk ci wychodzi” powiedzial specjalista co to wcale nie wiedzial. a ja wciaz tancze. wypraszaja w koncu, swit nastal. zimno. autobus sennie zawiozl mnie za daleko. wracam. milo.
czy to grzech?

Dzien w Szczecinie wbrew oczekiwaniom byl bardzo mily. Usmiechow tysiac, tak, jakby wczoraj. Pierwszy raz odkad mnie tam juz nie ma pozalowalam ze nie moge zostac dzien dluzej. FNB, bula z cebula ;o) A sos zawsze ten sam. Macius zawsze ujarany, pospieszny kolczyk w nosie, 5 minut przed wyjsciem. Ludzie ci sami, pare tylko wyszczekanych blondyn. Tak jakby te dwa lata sie nie staly…
Ale to tu chce byc.
here i am in london town…
Taka radosc wrocic… wyteskniona…
Wrocilam, pozwalam sie dotykac, piescic, calowac. Taki strach, jednoczesnie tak bezpiecznie. Metlik mysli w glowie. Burza. I ramiona, ktore przytula by zabic lek.
Byc moze sie myle… Ale teraz tego pragne…

„Pewnie sie zmienilas”, ktos napisal… Ktos kto kiedys wazny. „Przez tyle czasu”. Ile w zasadzie? 2 lata? 3? Kiedy przeskoczylam plot pomiedzy chwila a tyle czasu? Czy juz za pozno, by dzielic slowa?
Zmienilam sie. Co z tego? Moze juz sie nie lubimy. Moze lubimy bardziej. Tyle mozliwosci. Tym ciekawiej.
Ula sie zmienila… Ten artysta, co tam w gorze, z zamknietymi oczyma domalowal jej rumience. Na nie nigdy nie jest za pozno. Emocje zawsze sa w pore.
W srode jade do Szczecina. A pozniej do domu. Wtule sie w Londyn, tak jak tydzien temu gdy sie zegnalismy. Pozwole mu sie dotknac. Dam sie piescic tym ulicom… A w ciebie? Co teraz?
Mysli. Slowa. A tak naprawde nigdy nie zrozumiem. Klamstwo juz na zawsze…

Gwiazda. Blask. Smiech. Bol. Achh….
Pijana emocjami. Zegnalam Londyn przez dwa tygodnie, bralam wszystko z kazdego dnia, nie przegapilam ani jednego wrazenia. Juz tesknie…
Zbytnia pewnosc siebie, jak moglam tak bezczelnie sie… cieszyc? brac? probowac? mowic? smiac sie? Nie kochanie, bo w zyciu trzeba cierpiec, miec problemy, plakac, wstydzic sie, bac. Wtedy nikt nie zwroci uwagi.
-jak u ciebie?
-a chujowo, czyli norma
-a to spoko!
Spoko.
Rece jego. Dotknely mnie po raz ostatni. Tak inaczej… Wbily sie.
Szczecin. Przytulilam sie na chwile. Byl pijany, brudny. W zlym humorze. Chyba juz do siebie nie pasujemy.
Sprobuje jednak, pomyslalam.
Kupuje bilet. Czekam pol godziny na tramwaj, by wysiasc po dwoch przystankach. Hmmm, nie wiedzialam ze skrzyzowanie na Bramie Portowej bylo takie duze. Moze dlatego, ze zawsze niecierpliwie przebiegalam.
Miasto Robotnikow…
Zjem cos, mysle. Mieso! Karkowka 1/2 ceny! Zurek z kielbasa, 3zl! Hmm. moze pozniej. Ide dalej. Tatty people, moj szef by powiedzial. Odziez na wage. „Ale dziolcha, dziabnal bym ja”. Plecy mnie bola, gwiazda dzien zaledwie… O, mieszkalam tu. Dopoki Maciek nie oblal dozorczyni winem marki wiadomej. Galaxy. Za malo czasu na przepuszczanie pieniedzy. Do Gonza pojde, zapomnialam przeciez! Grunwaldzki, tyle wspomnien… Dwa razy w gebe tu dostalam. Ide szybko, czasu malo. Trzy igly spod lady, tylko nikomu psssst. Nie ma drobnych, to ja skocze do sklepu. Pic mi sie chce. „Jaaaadziaaa! Ile ta woda??” Woda na paragonie zostala ozwana napojem mlecznym. Brawo. Wojska Polskiego bez wrazen. „Ale se nawpierdalala tego…” Czasu malo mam. Wracam na dworzec. Tom skupuje zlom. Tylko nie w piatek, bo pogrzeb bedzie. Naszczane po drodze. Romantycznie. Spojrzenia. Calkiem inne niz tam… W niecala godzine przeszlam cale centrum. Po co wlasciwie ten bilet kupilam?
Jade jesc pierogi.
A w srode tam gdzie halas sprawia przyjemnosc i serce bije…


  • RSS