x-pression blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

Namietnosc jest pasja, a pasja jest jednym z imion cierpienia.

„Cos w tym jest” jak madrzy ludzie powiadaja.
Sklonnosc do zdolnosci do wczuwania sie grrrrr kurwa…
Milosc nienawisc, a granica tak cienka. Usmiech i lza. Radosc smutek. Jakze czasem rozpiera ochota by najukochanszego czlowieka z dzika rozkosza udusic!

Faceci sie za nia ogladali, gdy szla ze wsciekla mina. Zalozyla jego ulubiona sukienke, ubrala perfumy, ktore roztapiaja jego zmysly. „Niech mnie tak zapamieta”, pomyslala. Niech zaluje, bo traci bardzo wiele. Juz gdy zadzwonil chwile przed spotkaniem, wiedziala ze robi dobrze, spodziewala sie slow ktore zastanie. Pomylila sie. Zaskoczyl ja bronia szczerosci. Byla obwarowana murem chroniacym przed klamstwem, a on po prostu mowil prawde. Tego nie przewidziala…

Czy ludzie naprawde moga sie zmienic?
Jezeli istnieje cos takiego jak karma, moja sa popaprancy emocjonalni…

emo

2 komentarzy

Uczucia… Nie wiem w jakie slowa mam je dzis ubrac, nie wiem jak dopasowac litery do sytuacji. Przymierzam, przegladam je w lustrze nastroju, sciagam niezadowolona z banalu. Wole zostac naga…
Wspanialy weekend. Weekend, do ktorego chyba nie mialam prawa, nie mialam prawa czuc sie tak szczesliwa. Dobrze czasem wyjechac na wies… Czuc zapach trawy, mdla slodkosc kwiatow. I bzyczenie pszczol pomiedzy Twoimi cieplymi slowami. Podroz stopem, choc tylko kawalek. Wejscie do parku bez biletu (wystarczy przeskoczyc maly murek), piknik nad stawem. Kapiel sloneczna, piersi radosnie spieczone, zaczerwienione niczym rumience. Tylko tego popcornu nigdzie nie bylo, pewnie rosnie w Tasmanii. Tak pelno Ciebie, na mnie, pode mna, we mnie, wszedzie.
Tylko te zle sny, uparte…
Mialam spedzic ten weekend w miescie. To byla wrecz moja powinnosc. Tak, minal juz rok. Rok, odkad… Chcialam odwiedzic te miejsca bolu, zlych wspomnien, tak jak w rocznice czyjejs smierci idzie sie na cmentarz. Moje dziecko nie ma cmentarza. Jest tylko to miejsce… Przeklete.
Nie poszlam. Chciales zebym byla tam, z Toba. I bylo tak wspaniale, ze nie myslalam o tym, nie rozpamietywalam. Nie mialam prawa byc tak szczesliwa tego dnia. Jego jednego nie mozna zapomniec.
Mimo wszystko dziekuje. Bylo niesamowicie.

Dzis rano umyto ulice Londynu. Brudny asfalt i beton, przesiakniete zapachem tych krokow niepewnych, wspominajace dotyk milionow par butow, pokryla warstwa wody. A wraz z nia splynela pamiec o kazdych stopach, o kazdej osobie, ktora tedy przeszla. Przypadkowe spojrzenia pomiedzy glowami, usmiechy cieple…

Roszkoszuje sie mieszkaniem – choc chyba tego niewarte. Tak cudnie lezec w lozku, ogladac film na video, zagryzajac zapiekanka i Twoimi ustami. Tak, wreszcie mamy wlasne lozko (ktore bohatersko wywalczyles ze starego sklotu). Tak, wreszcie nasze video jest podlaczone (sweet dude!). Tak, wreszcie piekarnik dziala (mniam). Tylko Ty od dawna niezmiennie jestes.
Dobrze wreszcie byc u siebie…

Na Oi Polloi nie poszlam, wiec z czystym sumieniem moge teraz sie zabic – zasluzylam w koncu. Pankrok przegral z Tomkiem, ponadto nie mialam ochoty kogos widziec. Nie zaluje.

Co takiego usmiech, jeden zwykly usmiech, ma w sobie, ze wynosi mnie na wyzyny euforii? Przeciez nawet nie byl Twoj… A tyle radosci.

Zagubienie. Troche lepiej, ale czegos wciaz brak. Mieszkanie daje rade, malenkie schronienie. Lubie sie urzadzac, stwarzac od nowa swoje cztery sciany. Brakuje mi tylko ostatnio troche samotnosci…
Czy to ja sie zmieniam, czy ktos inny… Nie wiem, ale jest juz inaczej. A ja wcale nie chce zle…

Kochasz mnie, walczysz o mnie tak bardzo. Zakochuje sie w Tobie od nowa.
Czy zle rzeczy zawsze dzieja sie po to, zeby bylo lepiej, czy by pokazac nam ze to „lepiej” nigdy nie jest prawdziwe?

Jakby nigdy nic…

Dlaczego gdy zaczynamy byc szczesliwi i nareszcie wszystko jest dobrze, to w pewnym momencie zaczynamy sie bac ze to sie skonczy, i jak na zawolanie rzeczywiscie cos zaczyna sie psuc?

Oddaj mi moje szczescie…


  • RSS