x-pression blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2004

Czasem dowiaduje sie rzeczy, bardziej lub mniej spodziewanych, ktore sie przede mna ukrywa, bo….? Nie wiem dlaczego, moze dlatego ze jestem malo wyrozumiala, a moze ktos po prostu ma taka nature i „niewinne” klamstewka we krwi. Nie musisz tego robic, uczciwy czlowiek zyskuje wiecej…
I wtedy nie wiem, czy zamknac ci droge do oklamania mnie jeszcze raz kiedykolwiek, czy przymknac oko.
Wczoraj probowalam powiedziec stanowczo nie, i po chwili cie zabraklo. Wystarczylo ze zobaczylam cie w drzwiach i juz nic wiecej sie nie liczylo. Nie dociekam juz prawdy, bo ja poznalam, szkoda tylko ze nie uslysze jej z twoich ust. Zyskalbys…

Chora bylam, do granic wytrzymalosci, zwlaszcza psychicznej. Rozdarte gardlo. Niby normalna rzecz, ale jakos sie tak odzwyczailam, nie chorowalam tak bardzo od wielu lat. Straszny ze mnie len, to rzecz wiadoma, ale po tych kilku dniach przymusowo spedzonych w lozku myslalam ze zwiariuje, pekne… Plakalam, mowilam do obdartych scian.

„…to zwiazek, w ktorym nie dostajesz tego, czego potrzebujesz, i ani nie chcesz tego zaakceptowac, ani z tego zrezygnowac, i nie chcesz robic nic innego, tylko przezywac wciaz na nowo ten sam dramat, jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze”

A teraz tak cieplo…
Wszystko wrocilo na swoje miejsce. Goraca herbata ma towarzystwo drugiej, kubeczek w lazience znow gosci dwie szczoteczki do zebow.
Wspolny obiad, rozmowa, jej rezultat przewidziany juz od poprzedniego wieczoru. Twoje cieple spojrzenie nad zapachem pierwszego posilku od kilku dni.
Splot cial, twoja skora miekko usmiechajaca sie do ciepla swiec i do mnie.
Bliskosc…
Tak dobrze ze znow jestes….

I stalo sie .
Ja tu, on tam. Kazde osobno, kazde ze swoimi myslami. I to juz nawet nie jest po prostu pokoj pietro nizej.
Tak pusto, martwo, ostatni okres ozieblych emocji tak juz we mnie wrosl, ze nawet nie placze. Moja Fabryka Lez, najwieksza pod wzgledem wydajnosci na calym swiecie, przestala dzialac.
Tylko pare niesmialych struzek na policzku w obecnosci Shahida. Pytal, mowilam, sluchal. To mile ze mimo wszystko ktos sie troszczy, nie odstepuje na krok, probuje poprawic humor.
Tylko ta suchosc oczu. Czy juz zmartwialam calkowicie?
Nie wiem czy juz nie lepiej intensywnie przezywac zal, niz nie czuc nic. To nie tak ze mi lepiej, ze czuje jakas ulge czy cos. Nie. Ja wiem ze ta sytuacja jest zla, ciezka, tylko po prostu nie mam juz sily sie na niej koncentrowac.
Czytam glupie babskie ksiazki w stylu „Dziennik Bridget Jones”. Wlasnie koncze trzecia w ciagu dwoch dni.

Co sie dzieje z tymi uczuciami, ktore pojawiaja sie w naszym sercu, kiedy zachowujemy sie w tak dorosly, dojrzaly sposob? Co sie dzieje z ta czescia nas samych, ktora chce wrzeszczec i kopac?”

Piekna wiosna sie zaczela. W zasadzie chyba zaczela sie juz dawno, bo kwiaty kwitna od poczatku lutego, ale teraz powietrze pachnie tak namietniej, rozkosznie miekko. Chcialoby sie az zrobic cos milego, poddac sie euforii, niemniej euforia zostala zabita uczuciem nieczucia.

(I dopiero twoja obecnosc wywolala lzy…)

Ubralam sie w ciebie (oooooo, to bardzo ciepla kurtka!). Teraz gdzies gubie swoimi krokami, albo gubisz sie sam…
Przegapiasz moje emocje, przegapiasz radosc, odkrywcze mysli, i smutek rowniez, po prostu cie nie ma, a nawet jak jestes to tak jakbys nie slyszal, nie rozumial, jakby cie nie bylo po prostu. I powiedz mi, czy to juz koniec, czy on moze trwac tak dlugo? Czym jest dzisiaj, ta chwila, te dnie bez emocji, ile? Czy mam czekac, czy juz nie…
Yhh nawet do kina mi sie isc nie chce…
Kurwie kurwie kurwie kurwie kurwie

Slonce deszcz tecza. Radosne ogniki w oczach. Nie widzisz ich.

Rozowa miekka wata cukrowa, wcinam ja z usmiechem na ustach. Obcy ludzie naokolo.

I to nawet nie chodzi o czas. Chyba o intencje i uwage.

Slonce wpija mi sie w oczy, oslepia, potykam sie o kraweznik i nowozbudowane slupki.

Kazdy zasluguje na to, by czasem uslyszec „dziekuje”,
kocham,
jestes dobrym czlowiekiem,
doceniam,
slodyczy ty moja,
piekna!,
pragne,
uwielbiam twoj usmiech,
choc tu do mnie szkrabie,
(nozki tez fajne),
potrzebuje cie
to tez.

Wszystko dzis jest takie martwe… Wszystko jest nie tak.

Brakuje mi duzo. Nie chce martwiec od srodka. Chce czuc, rumienic sie, podniecac, wariowac. Chce sie smiac do rozpuku, chce kochac na smierc i jeszcze mocniej, skakac z radosci.

Wszystko dzieje sie nie wtedy gdy powinno. Dlaczego mowisz to dopiero teraz? Teraz, kiedy chcesz……
Dlaczego widze to dopiero teraz? Teraz, kiedy chce……
Puscieje, schne.
Do cholery…

Suczyc sie, ssac, syczec slodko do ucha.
Czuje meskosc, ten zapach, te zadziorne usmiechy, blysk w oku. Kobieta – mezczyzna. Ta rozkoszna gra przeciwienstw rozrywa mnie od srodka.

„A smak tez juz nie ten.
Pomarancze sa pomaranczowe w ustach i ten kolor splywa do miejsca, skad sie wszystko zaczelo, skad przyszla zapowiedz i zgoda. Jezyk smakuje i odróznia drobne kawalki miazszu, oddziela mniejsze drobiny, przerywa przezroczysta blone miedzy nimi, odkrywa kroplowa pomaranczowosc, która peka pod jego dotknieciem i niezmierna slodycza obmywa wnetrze ust.
Pachniesz pomaranczowa namietnoscia.”

Katarzyna Grochola „Niedziela”

Czekoladowy weekend. Jeszcze nigdy przez krotkie dwa dni nie przyjelam tak duzej dawki slodkosci. Wszystko okraszone smakiem czekolady.
Tylko obiad w Tai sie wyroznil.

Dlaczego czlowiek musi dotknac krawedzi by docenic to co zostawia za soba? Tak jak samobojca chwiejacy sie na parapecie okna wiezowca oglada sie za siebie po raz ostatni i dopiero zauwaza ze warto zyc. Wraca.
A zycie boi sie ze znow go straci.


  • RSS