x-pression blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

Usmiech przemyka sie gdziee poprzez obojetnosc, albo obojetnosc wkrada sie w usmiech.
Jest dobrze i zle. W dobrych chwilach troszke zla, w zlych odrobina dobra. Nieznosna równowaga, miesza mi w glowie.
Chce mi sie romansu. Nie w sensie zdradzania, ale tesknie za tym uczuciem, czuloscia, namietnoscia, motylkami w zoladku. Za romantyczna randka, krzyczeniem z radosci do nieba. Odrobina szalenstwa, ryzyka. Chce byc zakochana, chce zeby ktos szalal na widok mojego usmiechu. Chce by zapach moich perfum podniecal. Chce dostawac smsy które wywolaja rumieniec na policzku, rozpala usta. Chce czuc.

I nawet swieczki spia, okryte kurzem…

Tkwie w czyms, co wiem ze sie skonczy, jakby skazane na smierc. Jutro, za tydzien, miesiac czy moze nawet wiecej… Ale skonczy sie. Nie liczy sie tu jak bardzo ja chce. Juz nie bede walczyc z wiatrakami. Juz wiem – to poczatek agonii. Nieunikniony. Z gory zakladasz ze umrzemy, ja nie wskrzesze nas zadna reanimacja, bo chocbym ja lapala oddech, ty nie pomozesz w walce o zycie. Ty nie chcesz zyc.

Jestem. Nawet bez ciebie.

Szukam siebie w zakamarkach otoczenia. Znajduje.
Za duzo mysli, innym zas razem nie ma na nie miejsca.

Dziecko. Urodzilabym je teraz, na przestrzeni tego tygodnia. Zmeczona ciezarem malenstwa, wreszcie pozwolilabym mu przyjsc na swiat. Rozdzierajac przestrzen radosnym krzykiem. Moje dziecko. To jest juz tak odlegle, ze wyobraznia nie potrafi tego narysowac. Juz za pozno… I tylko bol pod lewa piersia i w grzesznosci podbrzusza.

Kiedys zostalam z kims pomylona. Nieznosna zbieznosc imion. Ktos zadzwonil, potem pisal smsy. Slowa kierowane do kogos innego trafialy do mnie. Potem juz chyba nawet wiedzial ze to nie ja, ale pisal z przyzwyczajenia. Czasem odpowiadalam, tez z przyzwyczajenia. Nader osobiste mysli pisane w przestrzen, do osoby nieznajomej. Potem pare razy zdarzylo mi sie cos o nim zaslyszec, jak i o dziewczynie z ktora bylam mylona. Raz nawet ja widzialam, ale dopiero pare dni temu dowiedzialam sie ze to byla ona.
Nie zyje. Skoczyla z okna wiezowca, zycie ja rozdzieralo.
On kierowal do niej te wszystkie piekne osobiste mysli, ona nigdy ich nie przeczytala – zatrzymywaly sie w moim telefonie.
Jego byc moze tez kiedys spotkalam, chociaz nie wiem o nim nic, poza jego lekami i marzeniami.

Calkiem inaczej jest znac kogos tylko przez telefon. Milo czasem napisac do kogos mysl wyrwana z kontekstu, jakby tylko wpisana w telefon, a przypadkowo wyslana pod ten a nie inny numer. A ta osoba jest tylko slowem. A jak chce sie spotkac, ja czuje sie zdradzona. „przeciez chcialam tylko napisac o swoich marzeniach”. I wtedy milcze, bo nie chce nadinterpretacji. Bawie sie.

My. Po raz pierwszy poczulam, pomyslalam ze to byc moze rzeczywiscie nie jest to. Mysl ta zostala we mnie na caly wieczor i wydales mi sie tak obcy, wydales mi sie… wrogiem. Kiedys takie chwile byly jedynie wynikiem rozgoryczenia, zalu ze cos jest nie tak, teraz jest to po prostu wielkie zwatpienie. I to zobojetnienie… Oczy chowaja sie, by nie natknac sie na te drugie. Mam ochote wyjsc na caly wieczor by cie ominac. Tracisz mnie. Tym razem ty.

Dom. Bezpiecznie.
I tylko kola pociagu glosno turkocza, na chwile wyrwaly mnie z codziennosci. Usmiechniete ramiona, ciepla skora. Rozkosznie monotematycznie.
Nie radze sobie z niedocenianiem. Wciaz czegos brak. Tak czesto zabierano mi radosc, ze gdy wraca – nie zauwazam jej.
Wymarzylam sobie bajke o ksiezniczce, gdzie czyims glownym priorytetem jest jej szczescie. Wymarzylam sobie wypasiony bukiet kwiatow zaslaniajacych twarz, niczym wgryzajacych sie na jej miejsce. Ogrom czerwonych paczkow zamiast mnie.
Tymczasem siedem niedocenionych tanich kurtyzan cieszy mnie swoja kokieteria. Lubieznie.

<<10/02/04>>

the shadow of your smile
I will be remembering
when you are gone

Tak dobrze, a jednak nie. Tysiac pytan. Szukam tego w Twoich oczach – widze. Sprawdzam na czubkach palcow – moge tego dotknac. Na miekkich ustach tez to czuje. Slysze to w Twoich slowach, dajesz to swoim gestem.
Co wiec jest nie tak?
Co?
Prosze, uslysz mnie i daj mi slyszec siebie. Jestem glucha. Mow do mnie, mow, nie przestawaj. Sluchaj mnie, sluchaj, nie przestawaj.
Podnosze zmeczone powieki – jestes. Wyciagam slaba dlon – jestes. Klade Ci opadajaca glowe na kolana – jestes.
I tylko glucha cisza…

budzisz mnie pocalunkiem…

Warkoczyki sciagniete, wlosy wlasnie nabieraja nowego koloru. Az milo sie powkurzac, ze nie chce zafarbowac.
Tomek wtula sie i wacha, jak dziecko chwyta zapach mnie.
Nuda. Tyle dni w domu, juz mam dosyc. Pokoj- kuchnia, lozko- komputer, ksiazka- telewizor.

Nieposluszne.
***
Jutro mam URODZINY!!!
Chwale sie, a co! ;o)


  • RSS